sobota, 22 listopada 2014

"Powidoki" zamiast sniegu

Oczekiwanie na snieg w mordenowskim swiecie jest faktem szeroko dyskutowanym. Ludzie spogladaja w chmury, oceniaja ich ciezkosc (?), porownuja sile wiatru i czekaja....czekaja. Gdzies tam w Stanach zaciagnelo, nawialo, znikad pojawily sie trzy chmury i pare feet tego sniegu ponoc napadalo. Starsze dziecko pokazalo mi filmik w ktorym to dorosly mezczyzna, w srednim wieku pelza w towarzystwie swej corki w korytarzach sniegowych. Przeliczac nie warto - iles tam feet plus pare cali oznacza po prostu spora koldre sniezna. U nas na razie wieje, jak to na preriach. Sucho tez i mrozno. Gole galezie, w pokorze wyginaja sie zgodnie z sila podmuchow. Nie ukladaja sie w zadnym kierunku, jak to w Dublinie mozna bylo zaobserwowac. Wiatr po prostu zalosnie nosi i szarpie bezlistnymi czuprynami w te i wewte. Czasem cos tam popruszy, ale nie to jeszcze zdecydowanie nie jest to. Tak sobie mysle, ze jak napada nam juz ta wielka koldra to zdecydowanie taki kreci korytarz zrobimy. Waciaki zakupic tylko musze, mocna lopate, a wtedy to i moze nawet wieze zbudujemy, albo solidna sniezna twierdze. Plan jest! Taki zamiast... w zastepstwie braku dlugich wycieczek, szybkich spacerow i przejazdzek rowerowych. Iluzorycznie "zamiast" by iluzje jakims minimalnie realnym szkieletem wesprzec.

Metoda "zamiast", nie wiem czy tylko moja, ale idealnie wplata sie w moja rzeczywistosc. Zawsze mozna znalazc cos zamiast, taki wymiennik plastycznie formujacy sie na ksztalt oryginalu. Zamiast ksiazki - ebook, zamiast wina zielona herbata, zamiast przyjaciol - nieprzyjaciele zamiast lata-zima, "zamiast" ...slowo wytrych dzialajace na wielu myslowych plaszczyznach. Porazek wtedy jakby mniej a jak sie zdarzaja to zamiast karykaturalnie wyolbrzymionej tragedii mozna przezyc tylko malenka pomylke. Jak mantre trzeba sobie monodeklamowac, ze tyle jest wszedzie tego "zamiast", ze juz na tych wazkich oryginalach nie warto sie koncentrowac. Bo to "zamiast" odkrywa horyzonty i zwieksza mozliwosci postrzegania innych mozliwosci.

Zamiast podrozowac, o podrozach teraz czytam. Nazywam to szukaniem inspiracji i czekam na dobry czas, bo u mnie jakos tak zawsze jest, ze cos sie konczy zeby cos innego musialo sie zaczac. Cierpliwie wiec wygladam za koncem zeby znow radowac sie poczatkiem, 

Zaczytuje sie w blogu Piotr Strzeżysza  http://onthebike.pl/pl/ i sledze jego nieoczekiwanie przerwana w zeszlym roku, fascynujaca podroz z Alaski na poludnie. Z okazji listopada zrobilam sobie prezent i zakupilam tez elektroniczna wersje najnowszej ksiazki Piotra "Powidoki" W ksiazce Piotrek przypomina poczatki swojego rowerowania, niezykle pierwsze wyjazdy zagraniczne, a takze kolejne bardziej juz zaawansowane wyprawy rowerowe. Zabiera nas na wyprawy po Polsce, na Islandii, w Anglii, Indiach, Kanadzie i USA - czasem krotsze, czasem dluzsze ale zawsze emocjonujace.

Ze zdumieniem odkrylam, ze taka Alaska na przyklad geograficznie nie jest kraina bardzo odlegla. Gdyby tak sie zaprzec i przejechac kraj na szage, startujac z Manitoby przecinajac Alberte, British Columbie i Yukon , jadac bezustanniem to ciagu 53 godzin mozna byloby pokonac odleglosc 4,420 km i dotrzec do krainy sniegu. Alaska do tej pory kojarzyla mi sie glownie z Dr. Joel Fleischmanem i cala zabawna ekipa z serialu "Przystanek Alaska" i zupelnie nie wyobrazalam sobie tego rejonu swiata jako w jakims sensie atrakcyjna turystycznie, nawet w okresie tzw letnim. Oczywiscie mowic "przejechac" mam na mysli auto, bo pokonywania takich czy innych odleglosci na rowerze nie jestem, nawet z moim zwiekszonym entuzjazmem podrozniczym w stanie pojac.

Piotrek Strzeżysz nie dosc, ze na rowerze zjechal pol swiata to jeszcze potrafi o tym pieknie opowiadac. Potr jest bowiem niezwykle uzdolnionym gawedziarzem , ktory w realia wplata wyjatkowe opowiesci, z pogranicza marzen snnu. Co wiecej opowiada je w sposob tak przekonujacy, ze nawet najbardziej nierealne zjawisko jest niczym innym jak najbardziej realna bajka. Jest tez niezwykle wnikliwie spogladajacym na otoczenie obserwatorem. Krajobrazy, ludzie, zjawiska, obrazy stanowia motyw do rozmyslan nad przemijaniem, sensem zycia, istnienia, czy codziennymi wartosciami. "Powidoki" to nie tylko ksiazka o podrozy, choc wlasnie w samej wedrowce tkwi sedno.
 
"Czułem smutek, taki zwyczajny, jaki się czasami czuje, kiedy żegnamy kogoś dopiero co poznanego, podświadomie wiedząc, że ten ktoś odszedł na zawsze, a nam się wydaje, że coś nam umknęło, czegoś w tym krótkim spotkaniu zabrakło i że zaraz, za moment, tych kilka krótkich chwil rozpłynie się w niepamięci i teraz już nic nie da się zrobić, aby je ocalić.
Może każde takie spotkanie, ci wszyscy przypadkowi ludzie na mojej drodze, zabierają jakąś cząstkę mnie, a ja zabieram cząstkę ich, i jedyne co po nas pozostaje, to niewyraźne, rozmazane powidoki, w których później, po latach, na próżno usiłujemy siebie odnaleźć"


Podroze Piotrka przyjmuja czesto nieoczekiwany obrot. Szczescie ma do ludzi, miejsc i zdarzen choc czasem i te z calkiem innej beczki - niekorzystne, tez mu sie przytrafiaja. Podroz to przeciez nie tylko kontemplowanie ladnych widokow,mile przygody i fascynujacy ludzie to takze wyzwania, trudy, zmeczenie, niebezpieczne sytuacje i choroby. Piotr Strzeżysz ma rewelacyjny, rozpoznawalny styl. Ma tez serce do odnajdowania niesamowicie ciekawych cytatow. Koniecznie trzeba czytac Piotrka, bo to co pisze jest nie tylko madre zyciowo, ale piekne literacko. "Powidoki" polknelam w kilka godzin i nie moglam uwierzy ze to juz koniec.

Na szczescie sa jeszcze dwie inne pozycje do przeczytania "Makaron w sakwach, czyli rowerem przez Andy i Kordyliery" oraz "Campa w sakwach, czyli rowerem na Dach Świata".

Na blogu On the bike znajduje sie tez wiele cudnych zdjec, fascynujacych ujec z otaczajacej i w gruncie szybko zmieniajacej sie rzeczywistosci. Tez konecznie trzeba zagladac. Pewnego dnia pewnie pojawi sie rewelacyjny album ilustrujacy te najciekawsze z perspektywy autora miejsca i wydarzenia.

Z niecierpliwoscia czekam na kolejne wpisy, magiczne fotografie i trzyma kciuki za pomyslnosc wyprawy.Ty Piotrek pisz, a ja myslowo bede podazac...chociaz moze nam na ta Alaske uda sie jakos wpasc...Kto wie?

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz