sobota, 21 września 2013

I tak sie niestety zdarza...

Co sobote rano staram sie pokonac szybkim krokiem stala trase - jakies siedem kilometrow. Nie za duzo to ani nie za malo, akurat tak na godzinke szybkiego przebierania nogami. Zwykle ide droga wzdluz smierdzacych wielgasnych pojemnikow ze zbozem, po prawej mijam park, w ktorym miesci sie stacja doswiadczalna, przebiegam przez glowna, niezmiernie ruchliwa droga, mijam szkolne boiska, Day Care. Stamtad prosto  przez „posh” dzielnie, chodnikiem wzdluz wypielegnowanych trawnikow i zgrabnie urzadzonych domkow. Ostatnie pietnascie minut ide  mordenowskim spacerniakiem, ktorym ludzie podazaja z i do Hortona. Dochodze do ruchliwej ulicy, swiatel i do tego troche niebezpiecznego skrzyzowania....
 
Przy swiatlach na slupie ktos znowu wetknal fioletowe kwiatki ... Jeszcze tydzien temu przy tym wlasnie slupie tych kwiatow bylo mnostwo - byly tez maskotki, zapalone znicze, listy, notatki i zdjecia. Tutaj wlasnie niewiele dni wczesniej wydarzyl sie nieszczesliwy wypadek, wskutek ktorego stracila zycie czternastoletnia dziewczyna. Taki nieszczesliwy zbieg okolicznosci z cyklu “w nieopowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie” jakich na swiecie wiele. Kazdego mogla potracic ta ciezarowka, wypadlo na nia. 

Zdarzenie wstrzasnelo spolecznoscia lokalna. Wydaje mi sie kazdy staral sie pomoc jak mogl i umial. Szkola starala sie wesprzec zagubionych dzieciakow w sposob zasadniczy. Wykreowany z grona pedagogicznego i psychologow sztab kryzysowy pelnil dyzury i odpowiadal na nurtujace uczniow pytania. A pogubione dzieciaki  w swych smutkach i myslach byly bardzo. Skonsternowani wydarzeniem, ktora nie bylo w zaden sposob wkalkulowane w ich proces dojrzewania. Starali sie znalezc swoj sposob na oswojenie nowej rzeczywistosci. Jak im sie to udalo jak zwykle w takich przypadkach czas zwerifikuje.

Dlugo  myslalam o rodzicach tej dziewczynki. Nikt nie wie jaka jest nasza rola na tym swiecie i jak dlugo ta role przyjdzie nam pelnic. Smierc bliskiej osoby jest zawsze ciosem, po ktorym ciezko sie podzwignac. Smierc dziecka jest jednak czyms niewyobrazalnym. To tak jakby ktos wymontowal serce z ciala i kazal funkcjonowac bez. To brak rozrzuconych skarpetek, gwaru, smiechu i szeptow zza drzwiami, brak usciskow,spontanicznych pocalunkow i awantury z powodu nieodrobionych lekcji. To rodzaj pustki, ktorej nie da sie wypelnic.

Ostatnio widzialam reklame ksiazki kobiety, ktora opisuje swe zycie po smiertelnym wypadku meza i dwojki dzieci. Moze w przypadku autorki napisanie takiej ksiazki mialo charakter terapeutyczny, ale czy moglabym sie emocjonalnie zderzyc z takimi wyznaniami? Tego nie jestem pewna. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz