poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Gry i zabawy wielkanocne

 Slonce czy deszcz, Wielkanoc czy nie dzieci sie nudza, a nasze mlodsze M nudzi sie szybciej i czesciej niz norma przewiduje. Nie ma zmiluj sie trzeba cos organizowac. 
W Wielki Piatek,   pomaszerowalismy zobaczyc jezioro Minnewasta, ktore ciagle jest skute lodem i pokryte mega gruba warstwa sniegu. Slonce grzalo pieknie! Brakowalo tylko lezakow i mozna byloby urzadzic sobie male sloneczne SPA. Lezakow jednak pod reka nie bylo wiec porzucalismy sie sniezkami. Dzieciarki wrocily umeczone i zredukowaly nieco poziom energii. Male M rzecz jasne tylko na chwile, po chwili juz praktykowala nowe kroki taneczne podpatrzone w jakiejs bajce, powtarzajac: mamo kup mi fajfona!  Nie mam pojecia skad to dziecko czerpie energie?
 
W Wielka Sobote natomiast tutejszy Access Event Centre nazywany przez nas Domem Kultury zorganizowal zabawy dla dzieci z cyklu maluje, kleje, wycinam  - oczywiscie w temacie wielkanocnym. Wydarzenie mialo miejsce w Muzeum Archeologicznym, ktore znajduje sie w piwnicach Domu Kultury. Dzieci mialy okazje ozdobic jajka, zasadzic roslinki we wlasnorecznie pomalowanych doniczkach, pokolorowac wielkanocne obrazki, wyciac opaski imitujace uszy krolika  a takze wziac udzial w poszukiwaniu jajek ukrytych tajemniczo na terenie muzeum. Maja byla nieco rozczarowana, bo jajka nie byly prawdziwe... W zeszlym roku dzieki uprzejmosci naszych przyjaciol z Vancouver miala okazje nazbierac mnostwo czekoladowych jajek na osiedlowej imprezce i doskonale pamietala jaka to jej sprawilo frajde. W muzeum natomiast spisywalismy tylko miejsca ukrycia kolorowych jaj na specjalnych listach i otrzymalismy za to drobny upominek w postaci dwoch stukajacych sie kamyczkow (:-)) Ludzi bylo sporo. Anglojezyczni mieszkancy biora nas za kolejna rodzine rosyjska (kazachstanska?) Staralam sie nawet wyprowadzic jednego z organizatorow z bledu i wytlumaczyc mu, ze  rosyjski brzmi kompletnie inaczej niz polski. Nie jestem pewna, czy go w jakis sposob przekonalam. W zyciu nie pomyslalabym ze bede miala okazje w Kanadzie praktykowac rosyjski, ale najwyrazniej w tych okolicach to koniecznosc. Nawet Bizon – maskotka tutejszej high school Morden Collegiate Institute ma na imie BORIS J
Lany poniedzialek nie jest juz dniem swiatecznym w Morden, nie jest nawet dniem wolnym. W poniedzialek wszystko wraca do normy, czyli juz po swietach.

Ps. Male M odnalazlo tez nowe hobby: mycie naczyn, co przyjelismy z prawdziwa radoscia. Stracila tez pierwszego zeba ...i to doslownie. Nie wiadomo gdzie zab? Pozostaja tylko domysly :-)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz