niedziela, 10 stycznia 2016

My ludzie z pociagu

Nie jestem już tylko dziewczyną z pociągu, która jeździ tam i z powrotem bez żadnego celu. P.Hawkins

Kazdy kto kiedykolwiek dojezdzal do pracy transportem publicznym wie dokladnie czym jest to szeroko zakrojone, histerycznie nieporzadne przedsiewziecie. Wiadomo, ze glownym zadaniem transportu publicznego jest ludzi zapakowac  a nastepnie dowiezc doklepac się czy tez przyczlapac w miejsce przeznaczenia. Transport publiczny to monstrum przebrzydle. Im wieksza aglomeracja tym gorzej. Zapchane pociagi, smierdzace autobusy, kolebiace się tramwaje, zdarza sie, ze luzno trzymajace sie rozkladu jazdy wymuszaja na dojezdzajacych nadbudowywanie kolejnych warstw cierpliwosci, które w rzeczywistosci okazuja sie niezbedne  w zderzeniu z codziennoscia. 

W Polsce jak wielu innych ludzi, korzystalam regularnie z uslug PKP. W pociagu zawsze mozna bylo odswiezyc znajomosci, uslyszec najnowsze plotki i nowosci z okolicy. Co niektorzy zapadali w szybkie drzemki i jak dobrze naoliwione, zaprogarmowane roboty zamykali oczy na stacji A i otwierali je na stacji B. Niektorym zdarzalo sie jezdzic w te i wewte pomijajac zupelnie stacje docelowa. Zmeczony czlowiek dojezdzajacy moscil sie wygodnie, ukladal glowe przyklejajac policzek do czerwonej ceraty i zapominal o boskim swiecie.Ulozony w pozycji na popielnice lub na przytulasa czul sie niemal tak milo jak w domu. My ludzie z pociagow zapetleni bylismy miedzy rankiem a wieczorem, pomiedzy rozkladem jazdy, stukotem kol i tym co dzieje sie pomiedzy. Czas rozciagal się jak z gumy bądź skracal szybko i gwaltownie. Byle zdazyc, byle dobiec…Dni mi sie mylily, godziny mieszaly. Zdarzylo mi sie nie raz w sobote na stacje pomaszerowac i ze zdziwieniem stwierdzic, ze pusto jakos tak. Inaczej.

Pogoda niestety nie wspolpracowala z PKP. Kiedy na zewnatrz byla juz piekna wiosna, PKP stawialo na ogrzewanie. Byc moze dlatego, ze nie dalo sie go wylaczyc. Upoceni pasazerowie zmagali sie z tropikalnym goracem naderemnie mocujac sie z zamknietymi na wieki oknami. Zdarzalo sie tez, ze zima lapala przewoznika za morde a co za tym szlo opoznienia, awarie i kolejne opoznienia i kolejne awarie.Wtedy dla odmiany ogrzewanie siadalo i bylo po prostu piekielnie zimno. W Polsce zdarzaly sie przeciez mrozne i szalenie nieprzewidujace zimy. Biedne zoltki zamienialy sie w jezdzace zaparowane konserwy albo zapakowane szczelnie mrozonki. Zdarzalo sie tez, ze drzwi nie mozna bylo otworzyc. Ogromne, ciezkie z jakas dziwaczna klamka, ktora trzeba bylo umiejetnie nacisnac. A zamrozone? Zamrozone powodowaly jeszcze wieksze frustracje. Jakas monstrualna sile trzeba bylo posiadac, żeby wyjsc z pociagu.

Nie lada wyzwaniem byly tez wakacyjne wyprawy. Do pociagu, takiego nad nasze polskie morze, trzeba było przez male waskie okno się wsliznac. Ktos wpadal pierwszy i zajmowal siedzenia, zasuwal firanki, noga drzwi do przedzialu blokowal. W pozycji wojownika na swoich czekal. Dla tych co na trasie wsiadali pozostawala już tylko miejscowka na sledzia, ewentualnie rozkladane siedzisko na korytarzu. Alez to był ubaw w takiej ograniczonej pozycji nad morze się tluc. Przedni. Najsmieszniej kiedy zaczynaly się wedrowki do toalety, albo na papierosa.Czlowiek po czlowieku się przemieszczal probujac nie zesikac się w drodze i pokonujac skomplikowane zasadzki. Noga tu, noga tam…

Nadal lubie pociagi, stacje i przystanki. W Vancouver miejskim pociagiem jest sky train, podniebny pociag, taki troche ekwiwalent metra, któremu co rusz zdarzaja się problemy. A to transport zamkniety z powodu awarii, a to samobojca na torach, a to strzelanina na przystanku, lub trzesienie ziemi. Nudy nie ma. Pewnego razu bezdomny czlowiek probowal przewiezc autobusem, caly swoj dobytek. Autobus sie zatrzymal, opuscil rampe czlowiek wepchnal wypelniony po brzegi wozek sklepowy do autobusu i opadl wyraznie wycienczony na przednie siedzenie. Czlowiek bezdomny wepchnal caly dom na jednym przystanku, po czym wypchnal na nastepnym. Bez zadnej swiadomosci mam wrazenie.

Ale…skad ten transport w mojej glowie? Czemu ja o tych pociagach? Na wspomnienia mnie wzielo nie bez powodu. Przeczytalam "Dziewczyne z pociagu" ksiazke P. Hawkins. Pomijajac cala historie kryminalna doskonale wczulam się w ta atmosfere i rozumiem amok dojazdow. Wsiadanie, wysiadanie…swiat za oknem, domy, okna, to szybciej to wolniej niczym jak w kalejdoskopie zmieniajaca sie perspektywa, Stukot kol, scisk, tlumy, psychoza, czas, pospiech. Ludzie wewnatrz, ludzie na zewnatrz, realia, sny w jednym kotle w godzinach szczytu.

Bohaterki sa trzy, jedna chyba bardziej patologiczna od drugiej, ale kibicujemy tej jednej, która to wsluchujac sie w rytm jadacego pociagu, wgapiajac sie w umykajace zza oknem obrazy wpadla w sam srodek emocjonujacej historii kryminalnej. Wspomaga sie alkoholem, gubi pomiedzy wyobrazeniami, a rzeczywistoscia nie do konca potrafi odroznic co jest prawda a co wyobrazeniem. Z obserwatorki przechodzi plynnie w role aktywnej pani detektyw probujacej odkryc elementy tajemniczej ukladanki. Ksiazke polecam na nudny wieczor. Albo do pociagu wlasnie.

Moze to nie wybitna literatura, ale idealna na poprawe nastroju.Ksiazka oprocz tych pozytywnych zebrala mnostwo negatywnych opinii, ale w koncu to przyklad literatury jak najbardziej popularnej - powiesc kryminalna stworzona ku uciesze ludu. Bardzo dobrze napisana, trzyma w napieciu. Wartka akcja, wyraznie nakreslone postaci, interesujace zapetlenia akcji. A, ze koniec przewidujacy, a ze w stylu amerykanskim? No moze. Sami ocencie.

Malkontentow odsylam do literatury angielskiej. Taki Szekspir na przykład kryminaly tworzyl przednie i to w formie szczegolnej. Czytac najlepiej w oryginale...w rytmie stuku, puku kol pociagowch.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz